Crimson Desert: recenzja. Sto godzin w świecie, który obiecał więcej, niż dowiózł
Najlepsza walka w otwartym świecie od lat, kontynent bez umiaru i zadania poboczne rodem z gry sieciowej. Sześć milionów kopii, siedemnaście aktualizacji Enhanced i rozszerzenie w październiku. Nasza ocena: 7,8 na 10.
Pearl Abyss przez siedem lat budowało grę, która miała pokazać, że koreańskie studio od Black Desert potrafi zrobić singlową przygodę na poziomie największych zachodnich produkcji. Crimson Desert sprzedało dwa miliony kopii w pierwszą dobę, sześć milionów w trzy miesiące i po drodze zmieniło nazwę na Crimson Desert Enhanced, żeby podkreślić siedemnaście aktualizacji, które dostało od premiery. To jest gra, o której nie da się napisać krótko, bo ona sama nie robi niczego krótko.
Po sześćdziesięciu godzinach na kontynencie Pywel wiem jedno: pierwsze dziesięć zachwyca tak, jak niewiele gier w tym roku, a potem zaczyna się negocjacja między tym, co Crimson Desert potrafi, a tym, ile czasu jest gotowe zabrać. Ocena na końcu jest wynikiem tej negocjacji.
Kliff, Szarogrzywi i kontynent, który nie zna umiaru
Bohaterem jest Kliff, dowódca najemników zwanych Szarogrzywymi. Historia zaczyna się od klęski: wroga frakcja Niedźwiedzi rozbija oddział, giną ludzie, których gracz ledwie zdążył poznać, a ciężko ranny Kliff trafia do Otchłani, miejsca spoza świata, gdzie odkrywa, że jego dziedzictwo nie jest do końca ludzkie. Stamtąd rusza odbudowywać kompanię, odzyskiwać to, co stracił, i powstrzymywać coś, co zbiera się nad Pywel.
Główny wątek rozkręca się powoli, ale kiedy już ruszy, ma kilka mocnych momentów, zwłaszcza w zadaniach, które zamieniają się w śledztwo albo zagadkę środowiskową. Problem leży obok: zadania poboczne pochodzą z innej szkoły projektowania, tej samej, która przez lata karmiła Black Desert. Przynieś, zabij, wróć, powtórz. Po dwudziestu godzinach obóz Szarogrzywych, do którego trzeba ciągle wracać, zaczyna przypominać więzienie z ładnym widokiem.
Walka, która jest najlepszą i najbardziej zmęczoną częścią gry
System walki to Crimson Desert w pigułce: za dużo pomysłów naraz, ale każdy z nich działa. Kliff walczy mieczem i tarczą, ale też chwytem zapaśniczym, magiczną rękawicą, która podnosi przeciwnika w powietrze, i mocami z Otchłani. Da się przeskoczyć nad głową wroga, przewrócić go szarżą, wykorzystać otoczenie. Animacje są na poziomie, jakiego w otwartym świecie nie widuje się często, i przez pierwsze godziny każda potyczka jest małym pokazem.

Walki z bossami to osobna liga. Omszały golem w mglistym lesie, opancerzony kolos na spalonym polu, rogaty strażnik przy murach fortecy: każdy wymaga innego podejścia, przygotowanego sprzętu i nauczenia się rytmu. To są momenty, dla których warto grać. Kłopot zaczyna się między nimi, bo gra sypie setkami zwykłych przeciwników i po dwudziestej grupie identycznych bandytów pokaz zamienia się w robotę.
Nie ma poziomów trudności. Zamiast tego jest skalowanie przez sprzęt i statystyki, więc region odwiedzony za wcześnie kończy się ekranem śmierci, a jedynym rozwiązaniem jest cofnięcie się i pogrindowanie. To kolejne echo gry sieciowej w produkcji dla jednego gracza.
Chcesz częściej widzieć treści GRY.news w Google?Dodaj nas do ulubionych źródełŚwiat, w którym wszystko da się zdobyć
Pywel jest wielki i, co ważniejsze, różnorodny. Zalesione doliny wokół zamków, pustynne kaniony, mgliste bagna, ośnieżone granie, miasta z murami widziane z lotu ptaka. Wspinać można się na wszystko, na co spojrzy się z zamiarem wspinaczki, a po kilku godzinach dochodzą skrzydła i kontynent otwiera się z góry. Sterowanie koniem jest najlepsze, jakie miałem w rękach od Red Dead Redemption 2.

Mieszkańcy mają własne harmonogramy, pogoda zmienia się na oczach, roślinność reaguje na ruch. Kiedy to wszystko gra razem, Crimson Desert wygląda jak zapowiedź następnej generacji. Kiedy nie gra, widać twarze bez mimiki i rozmazane obiekty w oddali, a rozmowa z ważną postacią potrafi wyglądać gorzej niż walka z bezimiennym bandytą chwilę wcześniej.

Silnik BlackSpace, czyli piękno na kredyt
Pearl Abyss zbudowało własną technologię i widać, na co poszły pieniądze: oświetlenie, efekty pogodowe, roślinność, animacje. Widać też, na co nie starczyło. W dniu premiery karty Intel Arc w ogóle nie uruchamiały gry, a na sprzęcie klasy GeForce RTX 4060 Ti bez skalowania obrazu nie dało się utrzymać stabilnej płynności. Siedemnaście aktualizacji zrobiło swoje, trochę jak w przypadku Cyberpunka 2077 po latach łatek i dzisiejsza wersja Enhanced jest wyraźnie lepsza, ale to nadal gra, która lubi mocny komputer.
Wymagania mówią same za siebie: minimum to GeForce GTX 1060 albo Radeon RX 5500 XT przy szesnastu gigabajtach pamięci, zalecane to GeForce RTX 2080 albo Radeon RX 6700 XT, a na dysku SSD trzeba mieć sto pięćdziesiąt gigabajtów. Ekrany ładowania są długie nawet na szybkim nośniku.
Osobny wątek to grafiki generowane przez sztuczną inteligencję na obrazach i szyldach w świecie gry, których studio nie zgłosiło zgodnie z zasadami Steama. Pearl Abyss przeprosiło i obiecało zastąpić je pracami ludzi w kolejnych aktualizacjach. Gracz tego nie zauważy w rozgrywce, ale dla studia, które chwali się rzemiosłem, to niepotrzebna rysa.
Polska wersja i muzyka
Polska wersja to napisy, bez dubbingu. Udźwiękowienie po angielsku, koreańsku albo japońsku stoi wysoko, łącznie z postaciami trzecioplanowymi, więc przełączenie głosów na koreański z polskimi napisami daje najbardziej spójny efekt. Muzyka jest podniosła i dobrze wchodzi w momentach, w których gra chce zrobić wrażenie, choć nie ratuje scen, w których zawodzi reżyseria dialogów.
Enhanced, aktualizacje i rozszerzenie w październiku
Nazwa Crimson Desert Enhanced nie oznacza nowej wersji do kupienia, tylko stan gry po pół roku łatek: skrzynia magazynowa w obozie, o którą gracze prosili od pierwszego dnia, poprawki wydajności, wsparcie dla kart Intela, przebudowane elementy interfejsu. Kto kupił grę w marcu, ma to wszystko za darmo.
Płatne jest za to rozszerzenie Charting the Unknown, które wychodzi 15 października 2026 i na Steamie kosztuje 107 zł. Dochodzą wyspy i eksploracja oceanu, nurkowanie do zatopionych lokacji, ciąg dalszy historii Kliffa, Oongki i Damiane oraz rozbudowany system własnego domu. Jeśli podstawka wciągnęła, to naturalny powód, żeby wrócić.
Sprzedaż: dwa miliony w dobę i sześć milionów w trzy miesiące
Liczby są imponujące i uczciwie trzeba dodać, że dwa miliony z pierwszej doby to w dużej mierze zamówienia przedpremierowe. Potem tempo nie siadło: trzy miliony po kilku dniach, cztery na początku kwietnia, pięć po czterech tygodniach i sześć 11 czerwca. Cztery miliony kopii z pierwszych sześciu tygodni dały Pearl Abyss 179 milionów dolarów przychodu i najlepszy kwartał w historii firmy.
Na tle innych dużych premier, o których pisaliśmy, jak 007 First Light czy The Blood of Dawnwalker, Crimson Desert wygląda jeszcze lepiej, bo to nowa marka bez licencji i bez rozpoznawalnego bohatera. Okna czasowe są różne, więc każdy słupek ma podaną długość.
Edycje gry i ceny w Polsce
Wydań jest cztery, a różnią się głównie gadżetami. Zawartość Deluxe to kosmetyka, żadna edycja nie zawiera rozszerzenia Charting the Unknown, które trzeba kupić osobno.
| Edycja | Cena | Co zawiera | Dla kogo |
|---|---|---|---|
| Podstawowa, cyfrowa | 299 zł na Steamie | Sama gra, polskie napisy, wszystkie dotychczasowe aktualizacje Enhanced | Zdecydowana większość graczy |
| Steelbook, pudełkowa | 254,90 do 299,90 zł | Gra w metalowym pudełku | Pudełkowcy, często taniej niż wersja cyfrowa |
| Deluxe | 336 do 379,90 zł w pudełku, pakiet Deluxe osobno 55 zł na Steamie | Gra, alternatywny steelbook, większość dodatków z edycji kolekcjonerskiej bez dioramy, w wersji cyfrowej stroje i przedmioty kosmetyczne | Ci, którzy chcą gadżetów bez wydawania tysiąca złotych |
| Kolekcjonerska | 1049 do 1299,99 zł | Gra, diorama, limitowany steelbook, materiałowa mapa Pywel, list od twórców, przypinka Szarogrzywych, trzy karty postaci i trzy naszywki | Fani, którzy chcą mieć Pywel na półce |
Praktycznie: wersja pudełkowa ze steelbookiem bywa tańsza od cyfrowej i to najsensowniejszy zakup. Do tego 107 zł za rozszerzenie w październiku, jeśli po stu godzinach nadal będzie się chciało więcej.
Recenzja wideo po polsku
Jeśli wolicie najpierw zobaczyć grę w ruchu, poniżej polska recenzja wideo. Materiał odtwarza się w tym oknie, bez wychodzenia z artykułu.
Podsumowanie
Crimson Desert jest grą, która chce być wszystkim: przygodą fabularną, sandboksem, symulatorem wspinaczki i lotu, areną do walki z bossami, a w tle jeszcze grą sieciową bez innych graczy. W każdej z tych ról ma momenty, których pozazdrościłyby jej największe zachodnie studia, i w każdej ma coś, co przeszkadza. Świetna walka rozmienia się na setki identycznych potyczek, wielki świat zamyka drzwi przed tym, kto za wcześnie chce go zwiedzić, a fabuła z dobrym pomysłem tonie w zadaniach pobocznych rodem z gry na abonament.
Sześć milionów graczy nie kupiło jej przez przypadek. Pierwsze dziesięć godzin to jeden z najmocniejszych startów tego roku, a Enhanced po siedemnastu łatkach jest grą wyraźnie lepszą niż ta z marca. Tylko że nadal jest to gra na kredyt zaufania, a nie na pewność.
Plusy
- system walki z pomysłami, jakich nie ma nikt inny w otwartym świecie
- walki z bossami, które wymagają przygotowania i nauki
- ogromny, różnorodny kontynent z wspinaczką, lotem i najlepszym koniem od lat
- oświetlenie, pogoda i roślinność na poziomie następnej generacji
- sto godzin zawartości i rozszerzenie w drodze
- siedemnaście aktualizacji, które realnie naprawiły premierę
Minusy
- zadania poboczne żywcem z gry sieciowej
- brak poziomów trudności i wymuszony grind przed nowymi regionami
- twarze bez mimiki i rozmazane obiekty w oddali
- wymagania sprzętowe i długie ładowanie nawet po łatkach
- polska wersja bez dubbingu
- grafiki generowane przez sztuczną inteligencję w świecie gry, dopiero teraz wymieniane
Ocena: 7,8 na 10. Gra, która obiecała następną generację otwartych światów i dowiozła ją w połowie. Jeśli druga połowa dojedzie z rozszerzeniem i kolejnymi łatkami, wrócimy do tej noty. Na dziś to bardzo dobra gra dla cierpliwych i frustrująca dla wszystkich pozostałych.
Zagrasz w Crimson Desert?
Pokazujemy wyłącznie rozkład procentowy odpowiedzi. Nie zbieramy ani nie publikujemy liczby głosujących.
Werdykt redakcji
Najlepsza walka i najpiękniejszy świat w tegorocznych grach akcji, przykryte zadaniami z gry sieciowej, grindem i słabą optymalizacją. Po siedemnastu łatkach wyraźnie lepsza niż w marcu, ale wciąż na kredyt zaufania.
South of the Circle recenzja po latach: piękny film o miłości na antarktycznym lodzie
The Invincible recenzja po latach: Lem w atompunkowym skafandrze
Frostpunk 2: recenzja. Polityka bywa zimniejsza niż mróz
Children of Morta recenzja po latach: rogalik z sercem, w którym najważniejsza jest rodzina
Najnowsze w serwisie
Nie przegap kolejnych newsów
Raz w tygodniu wysyłamy skrót najważniejszych wydarzeń ze świata gier.