DualSense czy DualSense Edge: czy warto dopłacać do pada Pro
Wymienne gałki, przyciski z tyłu i profile ustawień. Sprawdzamy, komu Edge realnie się przyda.
Standardowy DualSense był przy premierze PlayStation 5 jednym z mocniejszych argumentów za konsolą. Haptyka i adaptacyjne spusty dały graniu warstwę, której wcześniej nie było. Kilka lat później do oferty dołączył wariant Edge, czyli pad skierowany do osób grających dużo i wymagająco.
Co dostajesz w wersji Edge
- Wymienne moduły gałek analogowych, więc dryf nie oznacza końca życia kontrolera.
- Przyciski z tyłu obudowy, przydatne wszędzie tam, gdzie trzeba celować i jednocześnie skakać.
- Profile ustawień zapisane w padzie, z regulacją stref martwych i krzywych czułości.
- Regulowany skok spustów, co ma znaczenie w strzelankach.

Czego Edge nie naprawia
Czas pracy na baterii jest krótszy niż w zwykłym DualSense, a sam pad waży więcej. Cena to osobna rozmowa: za kwotę, jaką kosztuje Edge, można kupić dwa standardowe kontrolery. Jeśli grasz głównie w produkcje fabularne, pojedynczo, bez presji wyniku, standardowy pad wystarczy w zupełności.
Kiedy dopłata się broni
Edge ma sens dla osób grających w strzelanki sieciowe, bijatyki i wszystko, gdzie precyzja przekłada się na wynik. Ma też sens dla tych, którzy zdążyli zużyć kilka padów i mają dość wymiany całego urządzenia z powodu jednej gałki. W pozostałych przypadkach to wydatek z kategorii przyjemności, a nie potrzeby.
Najnowsze w serwisie
Nie przegap kolejnych newsów
Raz w tygodniu wysyłamy skrót najważniejszych wydarzeń ze świata gier.